31 lipca 2015

Paczka chipsów

(c) carllton 

 
W blasku słońca Rita skręciła z ulicy Pierwszego Maja w Jedenastą, zastanawiając się, jak mogła dać się namówić matce na wyjście. Od kiedy odszedł, straciła do wszystkiego chęć. Dla niej liczył się tylko i wyłącznie on. Potrafił wesprzeć ją w każdym momencie, nie bał się stanąć twarzą w twarz z ludźmi, którzy ją obrażali, znał całą listę jej ulubionych, smutnych piosenek na pamięć, więc wiedział, co włączyć, kiedy po policzkach Rity płynęły łzy. Wtedy delikatnie pocierał jej knykcie i szeptał słowa otuchy. Gdy wysłała do niego pusty sms, po trzech minutach słyszała dzwonek do drzwi, ponieważ mieszkał dziesięć domów dalej, więc nie było dla niego problemem, aby szybko stawić się przy jej boku. Poniekąd mogła nazwać go sensem swojej egzystencji, bo innego nie miała. Ojciec z matką swoim istnieniem uprzykrzali jej tylko życie, rodzeństwa nie miała, z czego była szczerze zadowolona (uwielbiała samotność) i jedynie za to w duchu dziękowała rodzicom. Nie dysponowała też szeroką listą przyjaciół.
Podobno nadzieja przychodzi wraz z drugim człowiekiem.
Z chwilą, gdy odszedł, ona również odeszła.
Od śmierci Gracjana nie chodziła do szkoły. Jej chęć do wszystkiego zanikła do tego stopnia, że każdego dnia zakopywała się w łóżku i wpatrywała w sufit, rozważając, co by było gdyby… Nie mogła uwierzyć w to, o czym myślała przez ostatni czas, ale doskonale wiedziała, że Gracjan nigdy nie chciałby, aby tak łatwo się poddała. Pamiętała doskonale dzień, kiedy to obiecała. Zapytał ją nagle, czy jest w stanie zrobić dla niego wszystko. Oczywiście odpowiedziała, że tak. Ponownie zapytał się jej, czy jest gotowa obiecać mu, że nigdy, chociaż niebo miałoby runąć, a świat przestać istnieć, nie podda się. Z bólem serca odpowiedziała, że tak.
Weszła do sklepu i do jej uszu dotarł dźwięk dzwonka. Rozejrzała się: oprócz kasjerki nikogo w małym pomieszczeniu nie było. Skrzywiła się, gdy poczuła okropny odór papierosów i spojrzała w stronę dziewczyny za ladą. Nawet nie zwróciła uwagi na klientkę, bo była tak zaabsorbowana tańcem do jakiejś rockowej piosenki, która leciała z jej słuchawki w uchu. Miała na tyle ustawioną głośność, że Rita z drugiego końca sklepu mogła nadal ją słyszeć. Podeszła do działu z sokami i wybrała swój ulubiony, pomarańczowy. Usłyszała irytujący dzwonek, który oznaczał, że ktoś również musiał wejść. Nawet nie zwróciła na to większej uwagi, zastanawiając się, czy nie wziąć jeszcze chipsów. W końcu wybrała solone i skierowała się w stronę lady. 
— Przepraszam… — powiedziała cicho do blondynki, która miała ją obsłużyć. Nie zareagowała. — Halo? — Podniosła głos.
— Hej! — Nagle usłyszała za sobą męski głos i zobaczyła, jak obcy chłopak delikatnie potrząsa dziewczyną, a ta, jakby budząc się z transu, prawie upada.
— Sorki, nie zauważyłam, że weszliście… — zaczęła się tłumaczyć, wyrzucając w pośpiechu pozostawiony wcześniej na blacie paragon.
Chłopak zaśmiał się. Rita dopiero wtedy zwróciła na niego uwagę i odwróciła głowę w jego stronę. Brunet spojrzał na nią i poczuła, jakby zatrzymała się w czasie.
Jego tęczówki przypominały kolor gorzkiej czekolady i Ricie wydawało się, że ujrzała w nich jakiś dziwny blask. Miał ciemną karnację, mocno zarysowane kości policzkowe, ledwo widoczny zarost i malinowe usta.
— Siedem pięćdziesiąt — powiedziała kasjerka, a Rita podała jej pieniądze.
Z niewiadomego powodu trzęsły jej się ręce, przez co paczka chipsów upadła na ziemię. Przeklęła w myślach na swoją niezdarność i już miała otwierać drzwi, aby wyjść, kiedy ponownie usłyszała jego głos.
— Zaczekaj.
Udając, że nic nie słyszała, wyszła.
I do trzeciej w nocy zastanawiała się, dlaczego była taka głupia i nie została w sklepie. Może teraz rozmawialiby i wyjawiali sobie sekrety?
Ależ była głupia.

N/O: Powiem wam, że jestem niesamowicie zadowolona z tej miniaturki. Krótka, ale rzeczowa. Przekazałam w niej to, co chciałam przekazać. Wierzę, że spodoba wam się tak jak mi. Za niedługo kolejna nowość. Trzymajcie za mnie kciuki!
 

22 czerwca 2015

Wcale nie zamierzam zawieszać/usuwać bloga

Hej, moje skarby!

Nie jest to informacja o zawieszeniu, usunięciu, czy coś w ten deseń. Postanowiłam, że „Kiedy runie niebo” nie będzie zwykłym opowiadaniem — będzie zbiorem miniaturek, krótkich opowiadań (w tym Kiedy runie niebo, tzn. to teraźniejsze), jakiś prologów historii, które nigdy nie wyszły na światło dzienne. O wiele lepiej będzie mi się pisało one-shoty (nie wiem jak to się piszę — jak napisałam to źle, od razu poprawiać!) niż dłuższe opowiadania, do których chyba stu procentowo jeszcze nie dorosłam.
Mam pomysł na Kiedy runie niebo — oczywiście te rozdziały i prolog nie zniknie z bloga, ale rozdziały będą pojawiały się pomiędzy jakimiś innymi publikacjami. Mam wiele pomysłów na fanfiction Avengers, HP, Darów Anioła... Jest tego naprawdę masa! Powinnam na początku lipca napisać plan i dodać go na bloga, żebyście mogli zobaczyć i „przygotować” się mentalnie na te moje opowiastki. ((:
Ja osobiście jestem zadowolona ze swojego pomysłu. Kiedy runie niebo będzie miało swój dalszy los, może nawet lepszy. Wolę pisać coś z chęcią niż męczyć się nad rozdziałem dwa miesiące i nic nie wyklepać.
Mam nadzieję, że nie będziecie chcieli mnie zabić, a tylko przytulić i ucałować, haha.
10-21 lipca wyjeżdżam na wakacje do Włoch (tak, musiałam się pochwalić :D), więc przez tamte dni mogę być nieobecna. Już dzisiaj zabieram się za wasze zaległości. Proszę podawać mi swoje linki do blogów w komentarzu — postaram się wszystko porządnie skomentować.

               Pozdrawiam i życzę miłych wakacji! :*