
(c) carllton
W blasku słońca Rita skręciła z
ulicy Pierwszego Maja w Jedenastą, zastanawiając się, jak mogła dać się namówić
matce na wyjście. Od kiedy odszedł, straciła do wszystkiego
chęć. Dla niej liczył się tylko i wyłącznie on. Potrafił wesprzeć ją w każdym momencie,
nie bał się stanąć twarzą w twarz z ludźmi, którzy ją obrażali, znał całą listę
jej ulubionych, smutnych piosenek na pamięć, więc wiedział, co włączyć, kiedy po policzkach Rity płynęły łzy. Wtedy delikatnie pocierał jej
knykcie i szeptał słowa otuchy. Gdy wysłała do niego pusty sms, po trzech
minutach słyszała dzwonek do drzwi, ponieważ mieszkał dziesięć domów dalej,
więc nie było dla niego problemem, aby szybko stawić się przy jej boku. Poniekąd
mogła nazwać go sensem swojej
egzystencji, bo innego nie miała. Ojciec z matką swoim istnieniem uprzykrzali
jej tylko życie, rodzeństwa nie miała, z czego była szczerze zadowolona
(uwielbiała samotność) i jedynie za to w duchu dziękowała rodzicom. Nie
dysponowała też szeroką listą przyjaciół.
Podobno nadzieja przychodzi wraz
z drugim człowiekiem.
Z chwilą, gdy odszedł, ona
również odeszła.
Od śmierci Gracjana nie chodziła
do szkoły. Jej chęć do wszystkiego zanikła do tego stopnia, że każdego dnia
zakopywała się w łóżku i wpatrywała w sufit, rozważając, co by było gdyby… Nie
mogła uwierzyć w to, o czym myślała przez ostatni czas, ale doskonale
wiedziała, że Gracjan nigdy nie chciałby, aby tak łatwo się poddała. Pamiętała
doskonale dzień, kiedy to obiecała. Zapytał ją nagle, czy jest w stanie zrobić
dla niego wszystko. Oczywiście odpowiedziała, że tak. Ponownie zapytał się jej,
czy jest gotowa obiecać mu, że nigdy, chociaż niebo miałoby runąć, a świat
przestać istnieć, nie podda się. Z bólem serca odpowiedziała, że tak.
Weszła do sklepu i do jej uszu
dotarł dźwięk dzwonka. Rozejrzała się: oprócz kasjerki nikogo w małym
pomieszczeniu nie było. Skrzywiła się,
gdy poczuła okropny odór papierosów i spojrzała w stronę dziewczyny za ladą.
Nawet nie zwróciła uwagi na klientkę, bo była tak zaabsorbowana tańcem do
jakiejś rockowej piosenki, która leciała z jej słuchawki w uchu. Miała na tyle
ustawioną głośność, że Rita z drugiego końca sklepu mogła nadal ją słyszeć.
Podeszła do działu z sokami i wybrała swój ulubiony, pomarańczowy. Usłyszała
irytujący dzwonek, który oznaczał, że ktoś również musiał wejść. Nawet nie
zwróciła na to większej uwagi, zastanawiając się, czy nie wziąć jeszcze chipsów. W końcu wybrała solone i
skierowała się w stronę lady.
— Przepraszam… — powiedziała
cicho do blondynki, która miała ją obsłużyć. Nie zareagowała. — Halo? —
Podniosła głos.
— Hej! — Nagle usłyszała za sobą
męski głos i zobaczyła, jak obcy chłopak
delikatnie potrząsa dziewczyną, a ta, jakby budząc się z transu, prawie upada.
— Sorki, nie zauważyłam, że
weszliście… — zaczęła się tłumaczyć, wyrzucając w pośpiechu pozostawiony
wcześniej na blacie paragon.
Chłopak zaśmiał się. Rita dopiero
wtedy zwróciła na niego uwagę i odwróciła głowę w jego stronę. Brunet spojrzał
na nią i poczuła, jakby zatrzymała się w czasie.
Jego tęczówki przypominały kolor
gorzkiej czekolady i Ricie wydawało się, że ujrzała w nich jakiś dziwny blask.
Miał ciemną karnację, mocno zarysowane kości policzkowe, ledwo widoczny zarost
i malinowe usta.
— Siedem pięćdziesiąt —
powiedziała kasjerka, a Rita podała jej pieniądze.
Z niewiadomego powodu trzęsły jej się
ręce, przez co paczka chipsów upadła na ziemię. Przeklęła w myślach na swoją
niezdarność i już miała otwierać drzwi, aby wyjść, kiedy ponownie usłyszała
jego głos.
— Zaczekaj.
Udając, że nic nie słyszała,
wyszła.
I do trzeciej w nocy zastanawiała
się, dlaczego była taka głupia i nie została w sklepie. Może teraz rozmawialiby
i wyjawiali sobie sekrety?
Ależ
była głupia.
N/O: Powiem wam, że jestem
niesamowicie zadowolona z tej miniaturki. Krótka, ale rzeczowa. Przekazałam w
niej to, co chciałam przekazać. Wierzę, że spodoba wam się tak jak mi. Za
niedługo kolejna nowość. Trzymajcie za mnie kciuki!