29 listopada 2017

Florencja cz. I



Uwielbiała poranki. Moment, w którym otwierała oczy o siódmej. Codziennie – jakby miała swój wewnętrzny budzik. Rozglądała się na boki, szukając mężczyzny swojego życia. Po tym, gdy zorientowała się, że go nie znajdzie, wstawała z łóżka – ociężale, powoli, delektując się każdym zbolałym mięśniem, wołającym, aby ponownie się położyła. Włożyła stopy w papcie, pościeliła i głęboko odetchnęła. Czuła dalej jego zapach. Zdawała sobie sprawę z tego, że nigdy go nie zapomni. To był zapach jedyny w swoim rodzaju; słodki, ale jednocześnie męski i mocny. Biło od niego nutą wanilii, jakby codziennie się nią ocierał; jej soki spływałyby po umięśnionym ciele, docierając do najskrytszych zakamarków. Poczuła łzę w swoim oku. Szybko ją starła, po czym przeniosła się do kuchni. Włączyła czajnik, wsypała do kubka dwie i pół łyżeczki ulubionej kawy i wyciągnęła mleko z lodówki. Przy okazji przygotowała sobie kanapki, położyła na talerzu i usiadła przy stołku w kuchni. Miała z niego idealny widok na miasto. Żyła w środku Londynu, więc oczywistym było to, że widzi dziesiątki ludzi: jedni śpieszyli się do pracy, dopijając ostatnie łyki kawy; drudzy wyprowadzali psy, które szczekały na siebie nawzajem, irytując przy tym właścicieli. Nagle na oknie pojawiła się kropla; później następna, i następna… Rozpadało się na dobre.

Maja westchnęła. Lubiła ponurą londynską pogodę, ale czasami miała ochotę na trochę słońca. Zastanawiała się, czy nie powinna sobie wziąć chociaż chwili urlopu. Dosłownie dwóch, trzech dni – wyjechania do jakiegoś Spa, gdzie robiliby jej codziennie masaże, odpowiednio by się nią zajęli i sprawili, że czułaby się dobrze. Ta myśl tak jej pozostała w głowie, że myślała o tym cały dzień w pracy; i później drugi dzień też. Odważyła się podejść do szefowej trzeciego dnia.

— Pani Murs, czy mogłabym sobie wziąć kilka dni urlopu? — zapytała niepewnie, spodziewając się odmowy. Rachel Murs była prawdziwą kobietą sukcesu. Zaczynała od głupich, nastoletnich marzeń o swojej gazecie, skończyła będąc właścicielką sławnego czasopisma o modzie. Każdy miał do niej wielką dozę szacunku. Nikt nie ośmieliłby się skrytykować jej pomysłu — bo też każdy był dobry. Mądra, piękna i do tego zdolna kobieta — można by rzec: ideał. A jednak samotna. Rozwiedziona dwa razy. Pierwszy z powodu zdrady, drugi — z nawet nieznanego powodu. Nie chciała zdradzić przyczyny. Emanowała pewną tajemniczością, która zawsze zastanawiała Maję. Wiedziała, że Rachel jest wspaniałą kobietą. Zawsze pomogła Mai, kiedy tego potrzebowała i wspierała w złych momentach.

Popatrzyła na nią spod okularów, za które pewnie zapłaciła grube pieniądze i odpowiedziała:

— Myślałam, że nigdy nie zapytasz.

Maja ucieszyła się jak nigdy. Wynegocjowała z Rachel całe czternaście dni wolnego. Od dwóch lat harowała jak wół, będąc naczelną redaktorką jej gazety. Wróciła do mieszkania szczęśliwa i wykupiła wakacje jej marzeń. Wydała większość pieniędzy, ale i tak ją to nie obchodziło. Zostało jej i tak mało czasu…

*

Florencja wyglądała tak samo pięknie jak na zdjęciach. Zarzuciła na siebie kurtkę i ciągnąc za sobą walizkę, podeszła do pierwszej lepszej taksówki. Podała mężczyźnie nazwę hotelu, ten kiwnął głową i oznajmił jej, że to niedaleko.

Podróż ciągnęła jej się w nieskończoność. Nie mogła się doczekać widoku hotelu, tego, jak w końcu wpadnie do basenu i pójdzie na masaż. W końcu ktoś o nią zadba. Pragnęła tego jak nigdy dotąd. Tak bardzo chciała się rozluźnić.

Podziwiała widoki za oknem i po dokładnie siedmiu minutach, taksówkarz zatrzymał się przed olbrzymim Caviorem, bo tak nazywał się hotel. Miał chyba z piętnaście pięter. Był bardzo szeroki, a na samym jego szczycie widniał ogromny napis „Cavior”. Wyciągnęła sama walizkę z taksówki, zapłaciła i podeszła do ogromnych drzwi. Nie odczuwała już zimna.

Weszła do środka i od razu powitał ją jakiś mężczyzna. Stwierdziła w myślach, że jest bardzo przystojny. I bardzo, bardzo włoski.

Bonjour, madame. — Uśmiechnął się uroczo, a na jego twarzy pojawiły się dołeczki. — Wezmę pani walizkę. Pani Maja, jak sądzę? — zapytał, przy czym śmiesznie wymówił jej imię. Kiwnęła głową, podała mu walizkę i podziękowała.

Zaprowadził ją do pięknego, dużego pokoju, z widokiem na katedrę Santa Maria. Na główny plan wyłaniało się łóżko — ogromne, z baldachimem, idealne dla dwójki osób. Obok, z każdej strony, stały szafki nocne, w kolorze ciemnego brązu, a na nich po dwie świeczki i lampka. Zaraz obok były drzwi, które prowadziły zapewne do łazienki. Naprzeciwko drzwi stała mała, biała sofa. Przed nią kawowy stoliczek. Zauważyła na nim stos gazet — tak jak prosiła.

— Oprowadzę panią — oznajmił przystojny Włoch, a ona kiwnęła głową. — Tutaj znajduje się łóżko. Zaraz obok jest łazienka wyposażona w wannę i prysznic oraz dwie umywalki. Reszta jest to już podstawowe wyposażenie. Na komodzie znajduje się telefon. Wystarczy wykręcić numer dwa dwa trzy i wcisnąć gwiazdkę, a od razu ktoś się zgłosi. Może pani zamówić jakiekolwiek jedzenie, chociaż ja polecam zejście do naszej restauracji, która mieści się na pierwszym piętrze. Serwujemy najlepsze przysmaki Florencji. Obiecuję pani, że będzie zadowolona. — To, w jaki płynny i spokojny sposób mówił, zaskakiwało Maję. Chyba nauczył się tej formułki na pamięć, pomyślała. — Tutaj jest szafa, w której może pani powykładać rzeczy. Chyba że wolałaby pani, aby zrobił to ktoś z naszej obsługi. Telewizor jest naprzeciwko łóżka, więc idealnie będzie się na nią spoglądało. Mamy wiele kanałów filmowych, które są z angielskimi napisami. Proponuję również wypożyczalnię filmów. Wystarczy wejść w menu. Mamy tysiące różnych pozycji. Sam osobiście polecam pani Wilka z Wall Street — jest to pozycja godna uwagi. — Na chwilę przystopował i dodał — Jest dla nas pani bardzo cenna. Pakiet, który pani wykupiła, składa się ze wszystkich dobroci naszego hotelu. Może pani w każdej chwili korzystać z basenu, sauny, Spa, smakować nowych przysmaków w restauracji. Nie musi już pani za nic płacić. Myślę, że to już wszystko. Proponowaliśmy pani apartament, ale wybrała pani opcję z pokojem. Mimo wszystko postaraliśmy się o najbardziej luksusowy. Mamy nadzieję, że spędzi pani te dni tylko i wyłącznie w samej przyjemności. Jestem do pani dyspozycji całą dobę. Mieszkam w tym hotelu, więc proszę tylko zadzwonić pod numer, który jest napisany obok telefonu. To chyba wszystko… Ma pani jakieś pytania?

— Nie, myślę, że wytłumaczył mi pan wszystko nieskazitelnie. — Zastanowiła się i po chwili zapytała — Co poleciłby mi pan zwiedzić? Uwielbiam zwiedzanie.

— Proponuję najpierw katedrę, którą widzi pani z okna. Nie może pani nie zobaczyć rzeźby Michała Anioła. Na komodzie również jest krótki przewodnik po Florencji, zapraszam do zapoznania się z nim.

— Dobrze. — Uśmiechnęła się i odgarnęła kosmyk włosów za ucho. — W takim razie bardzo dziękuję.

*

 Dobrze, że wzięłam szalik, pomyślała Mają, obwijając się nim ciaśniej. Miała nadzieję, że w Florencji będzie w miarę ciepło, jednak niższa temperatura dawała o sobie znać. Postanowiła dzisiaj wybrać się na spacer po okolicy. Chciała poznać każdy zakamarek tego pięknego miasta, ale nie wiedziała, czy starczy jej na to czasu. Była osobą, która interesowała się historią, więc zwiedzanie nigdy nie sprawiało jej nieprzyjemności.
                   Przeszła przez przejście dla pieszych i skierowała się ku katedrze Santa Maria. Uwielbiała styl gotycki, w jakim właśnie została zbudowana. Pomimo, że była budynkiem, emanowała pewną siłą, wręcz zapraszała, aby wejść do niej do środka. Maja jak zahipnotyzowana podziwiała jej piękno. 
            — Czy mogę zrobić pani zdjęcie? — Usłyszała głęboki głos. Spojrzała na jego właściciela. Pierwsze, co rzuciło jej się w oczy, były jego nieskazitelnie błękitne oczy, przy ciemnej karnacji. Nigdy nie widziała piękniejszych. — Rozumiem, że nie? — dodał, gdy Maja mu nie odpowiedziała. Zaraz się otrząsnęła. 
              — Mój wizerunek jest bardzo cenny — powiedziała z delikatnym uśmiechem. — Nie wiem, czy jest się pan w stanie za niego wypłacić. 
             — Kolacja wystarczy? — zaproponował z uśmiechem i wyciągnął karteczkę z ołówkiem z kieszeni. Nakreślił na niej osiem cyfr i włożył do kieszeni płaszcza Mai. — Zapraszam panią na kolacje przy gwiazdach. Będę czekał o dwudziestej przy Michale Aniele. Liczę na pani obecność. 
             Włożył kawałek papieru do dłoni kobiety, która wciąż się nie odzywała. Uśmiechnęła się ironicznie do siebie. 
             Włosi... 


24 stycznia 2016

Sparrow trochę zabłądził



Zawaliłam na całej linii. Zdaję sobie sprawę z tego, że was zawiodłam. 
Tak w ogóle…
Cześć.
Możecie mnie już w ogóle nie pamiętać, więc może przypomnę: jestem Sparrow. Dokładnie ta Sparrow, inaczej też Kadu, która ma obsesję na punkcie Johnny’ego Deppa (miałam z nim tort na urodziny – o boże, był cudowny!) i jest wredną jedynaczką.
Myślałam, że będę miała czas na wszystko, a tak naprawdę nie mam czasu na nic. Nigdzie nie wychodzę, jak coś to jedynie w piątki i soboty, bo w tygodniu muszę się uczyć. I to nie jest za normalna nauka, bo siedzę do drugiej/trzeciej/czwartej w nocy, a wstaje czasami nawet o czwartej albo i wcześniej, żeby się czegoś douczyć na sto procent. Jeszcze byłoby okej, gdybym dostawała później same piątki — ale jak na złość wpadnie mi jakaś trójka, dwójka… I to mnie boli. Że się staram, a tak naprawdę to nie jest widoczne. Ale nie o tym tu mowa.
Jestem w trzeciej klasie gimnazjum. Śmiejcie się, Wy pewnie jesteście już w liceum i co dopiero musicie przeżywać… Troszkę za bardzo obarczyłam się obowiązkami. Postawiłam sobie za duże cele — być z wszystkiego najlepsza i jeszcze lepsza. Niektórym się to udaje — nadal zadaje sobie pytanie jak?, bo ja się staram i nic mi z tego nie wychodzi. W końcu się ogarnęłam i dokładniej przemyślałam to, nad czym powinnam bardziej popracować, a co powinnam postawić na drugi plan.
Wybrałam profil humanistyczny. Taka jest prawda — to z polskiego, WOS-u, historii, angielskiego dobre oceny przychodziły mi same (no, dobra, z historii czasami siedzę do czwartej nad ranem) i to w tych przedmiotach od zawsze czułam się pewnie. Postawiłam na nie i cóż, mogę tego w przyszłości żałować, bo będzie mi bardzo trudno znaleźć pracę, ale patrząc na cudowne możliwości studiowania prawa i administracji od razu się uśmiecham. 
Nadal jednak pytam siebie o to, czy aby na pewno powinnam iść drogą swoich zainteresowań. Dlatego chciałam się zapytać Was — bardziej doświadczonych — co wy zrobiłyście/zrobiliście? Poszliście drogą swoich pasji, czy może postawiłyście na pewny zawód?
Ciągle się waham. Jestem na krawędzi dobrych i złych decyzji. Może dla niektórych wybór szkoły po gimnazjum to nic, dla mnie jednak to już plan na dalsze życie i edukację. Wszystko zależy od szkoły, którą wybiorę. Przynajmniej w mojej głowie.
Napisałam to tutaj, bo nikt z mojego otoczenia tego nie zrozumie — każdy jest zdania, że to tylko „szkoła po gimnazjum” i w miarę łatwo mu wybrać szkołę. Od zawsze byłyście moimi przyjaciółmi, nawet pomimo tego, że nigdy nie spotkałyśmy się i nie poznałyśmy bliżej, to nie raz wspierałyście mnie.
Bo jesteście moimi przyjaciółmi.
Dziękuję za tyle cudownych maili, które od Was dostałam, z pytaniem, czy wszystko ok. 
Możecie mnie głównie znaleźć na tumblr, tam bardzo często dodaje posty (czyt. czasami psychiczne obrazki) — http://dziewiaty-stycznia.tumblr.com/. 
Mój mail: inna.samobojczyni@gmail.com. Jeżeli ktoś chciałby popisać, zapraszam. Możemy wymienić się facebook'ami i tam konwersować ;)
Wasza, Sparrow

PS. Nie uwierzycie, ale Sparrow znalazła drugą połówkę! Tak, ta Sparrow, dla której jedynym mężczyzną na świecie był Johnny Depp — teraz jednak zszedł na drugi plan. Trzymajcie kciuki, żeby nam się udało! ;)
PS2. Wybaczcie za błędy, powtórzenia, cokolwiek — pisałam to trochę pod wpływem emocji i dziwnego natchnienia, i nawet za bardzo nie chce mi się wyłapywać błędów.